"Masz mało czasu trzeba dać świadectwo".

14 czerwca 2007, 21:29:36

No to daję. Jakkolwiek podpieranie się Klasykiem w giczych sprawach może lekko zniesmaczać, to po uwzględnieniu ilości czasu poświęconego na problem - niesmak zaczyna znikać.

Ale do meritum. Piszę te słowa na potwierdzenie, że udało mi się przelotnie zmusić do działania wifi na świeżo zupgradowanym do Feisty'ego domowym kompie. Ponieważ po resecie zaraz i tak sieć szlag trafi, dla siebie samego załączam luźne tropy tego, co robiłem: iwconfig essid ja_już_wiem_co, zabawy z modprobe i dużo randomicznego klikania w gnome-network-manager. Breezy przed disto-upgrade oczywiście działał bez zastrzeżeń. Ech.

Zgryz kalkulacyjny.

19 maja 2006, 10:42:04

W fabryce i w domu używamy OOo. Ale - zaczyna mnie on drzaźnić. Zwłasza, jeśli chodzi o szybkość. A już zwłaszcza zwłaszcza od przedwczoraj, kiedy ściągnąłem i przyjrzałem się Gnumericowi. Dosłownie brak mi słów na określenie szybkości tego ostatniego. Tyle, że o ile korespondencję zewnętrzną można uprawiać już w zasadzie z wykorzystaniem ODSów, o tyle namawianie ludzi na korzystanie z Gnumerica zakrawa na ciężką paranoję. Przynajmniej póki co. A Gnumeric może i jakiś swój format natywny czyta dobrze, ale za to na najprostszym nawet ODScie z głupimi komentarzami do komórek wywraca się na plecy i porykuje radośnie. Na temat jego złożoności wypowiadał się nie będę, bo nie jestem kompetentny, ale od kiedy dałem sobie spokój z MS Ekscesem, zapomniałem już, jak szybko może działać arkusz. Niech to licho.

The day after.

21 kwietnia 2006, 13:14:09

Skaner skaziczny działa. Nie działał, ale trzeba było najpierw włączyć skaner, a dopiero potem komputer - i zadziałał, widocznie jestem mentalnie zbytnio w oparach technologii Plug'n'Pray. Kooka jest fenomenalna na pierwszy rzut oka, coraz bardziej przekonuję się [lepiej późno, niż wcale, jak powiedział stary Żyd, spóźniając się na pociąg] do idei przeróżnych galerii, projektów i takich tam - dotychczas byłem zwolennikiem podejścia opartego na bits and pieces, ale zaczyna mi wychodzić to już bokiem. Mr. G. jednak jeszcze się nie zdecydował na podmianę, więc napawam się tym skanerem, póki mogę.

* * *

Poranek z telewizją okazał się zajęciem ze wszech miar fascynującym i brzemiennym w doświadczenia i skutki. Dowiedziałem się, że Dolores nie powiedziała czegoś Pedrowi, poprzez zaniechanie straciłem swoją życiową szansę na wygranie 30 tysięcy kredytów, wysłuchałem wywiadu z biegłym, który wydał opinię zwalniającą z więzienia psychopatkę [która po wyjściu zamordowała dziewięcioletnią dziewczynkę] oraz poznałem tajniki produkcji ementalera.

Back on the street.

04 kwietnia 2006, 20:56:22

Ściągnąłem sobie z Packmana Eclipse i się delektuję, stwierdziwszy, że do tematu czas wrócić. Na moim 15" elcedeku w javovskiej perspektywie okno edytora kodu ma domyślne rozmiary jakieś 4x8cm [w wariancie optymistycznym]. A poza tym wszyscy zdrowi, a babcia najmłodsza. Bo w kompetencje Y. wierzę i sugestie szanuję, czego dowody dawałem już wielokrotnie, ale - nomen omen - perspektywa uczenia się na stare lata Emacsa napawa mnie irracjonalną zadumą. Mimo faktu, że w stwierdzeniu, że doświadczony developer pomyka na Emacsie cztery razy szybciej, niż jakiś fan VS, jest pewnie sporo racji.

Ścinki.

03 kwietnia 2006, 16:01:50

O, jakże nienawidzę DHCP. Na teoretycznie ustawionej frybździe - oczywiście nie działa. Na drugim końcu miasta - routing do komputerów za maskaradą, z których ma być dostęp via RDP, jest robiony czym? No, czym? Musiałem skorzystać ze static DHCP. Czy tfurcy tego wynalazku znają pojęcie oksymoron? Pogański protokół, pogańskie narzędzia. Tak, wiem, że duże sieci, itepe. Ale nie mam pod opieką dużych sieci i mi to tito.

* * *

Po kilku dniach zastanawiania się wpadłem na to, iż winnym niedziałania mojej fabryczki do PDFów była źle ustawiona drukarka postscriptowa. Poprawiłem, działa i jestem dumny.

Wiosna radosna

02 kwietnia 2006, 14:22:09

Nadchodzi wiosna i wszystko - bądź prawie wszystko - zaczyna się samoistnie układać. Udało mi się zmusić do współpracy tiwikartę [a teraz mam problem inszy: jak we w miarę sensownej jakości zrzucić na nośnik Martusine styczniowe występy, na video zarejestrowane], zadziałał mi [jak na razie bezproblemowo] Radek, a dodatkowo wpadłem na pomysł - już zrealizowany - przerzucenia uesbe z tylnego śledzia na przednią zaślepkę. Nie testowałem tego jeszcze co prawda, ale na pewno nic z połączeniami się nie stało, w końcu mamy wiosnę i wszystko mi wychodzi.

* * *

Za felietonem Hołdysa na Interii przeglądam sobie dokonania Antonio Pontarellego. Robi wrażenie. Duże. Trochę plastikowe, ale to plastik z gatunku tych wybuchowych.

* * *

"Domofon" troszkę na końcu rozczarował. Ale tylko troszkę. A wczoraj przydybałem Nocarza, książkę jakiejś pani, której nie miałem przyjemności jeszcze poznać. Niby brutalne sf w wydaniu kobiecym, co jak na razie wydaje mi się oksymoronem, ale z pochwałami Ziemiańskiego i Grzędowicza, czyli mojego aktualnego topowego topu w tej kategorii. Kupić, nie kupić?...

* * *

W domu wyganiam diabła Belzebubem, czyli wybijam Marcie z głowy oglądanie lewackiego i ogólnie przebrzydłego Pocahontas koncertem Marka Knopflera. Na razie z górki. W końcu wiosna rozgościła się na dobre.

Chcica.

29 marca 2006, 15:15:38

Co jakiś czas nachodzi mnie chłopska odmiana babskiej pretensji pt. Nie mam co na siebie włożyć!. W moim wydaniu objawia się to cykliczną żądzą zakupów komputerowych. Nie inaczej jest od kilku dni. Łażą za mną: stara nowa grafika [czyli znany z poprzednich wpisów Radek, chwilowo przebywający w serwisie], nagrywarka DVD, pendrive, nowa karta CF do cyfraka, czytnik do tychże kart i jakiś kabel do komórki. Coś trza będzie z tego wybrać, bo się popłaczę :D

Up and running.

26 marca 2006, 13:30:06

Pierwszy rok studiów. Pierwszy kontakt z pecetem, haczenie laboratoryjnego DOSa, pierwsze Win3.11. I cały pierwszy rok [i parę następnych], straconych na Civilization, pod koniec roku odpalanej z shella z Lotusa123 [bo wszystkie inne shelle zostały zblokowane].
Czwarty rok studiów. Pierwszy kontakt z Win95.
Rok po ślubie. Pierwszy [i ostatni] RedHat zainstalowany na pierwszym własnym kompie, wtedy jeszcze nie mający żadnego praktycznego zastosowania. Ale radochę z samodzielnego odkrycia, czemu nie kompiluje się jądro [banalny i dość znany babol ze źle zlinkowaną jakąś biblioteką], pamiętam do dzisiaj.
Parę lat temu, pierwszy Slack postawiony w roli routera.
Wczoraj, dzisiaj. Samodzielnie rozwiązany problem z niebutującą się frybzdą, samodzielna lokalizacja starego jaja, odpalenie tegoż po długich bojach, rekompilacja nowego, odpalenie systemu już z dobrym jądrem. Plus wymiana huba, który zbiesił się był dokładnie w czasie wymiany ISP, a którego to huba jako problem udało mi się namierzyć dopiero parę godzin temu. W końcu po dwóch tygodniach od wymiany łącza mam w miarę bezproblemowo działający internet. Cholenie fajne uczucie.

Piątek.

24 marca 2006, 07:25:02

Frybzda po długich i ciężkich cierpieniach... nie, nie wstała. Zrekompilowaliśmy jej jajo, a ona w podzięce po reboocie wpadła w panikę, że niezidentyfikowane CPU type or sth. Wygląda na to, że dłubanie przy niej powoli na stałe wchodzi do mojego cotygodniowego planu zajęć. FreeBSD - prawie jak serwer, he he.

* * *

Wczoraj - robocza wizyta na Dolnym Śląsku. Przejazd przez wioski, gdzie nie ma już nikogo do pracy, a prawie nowo wybudowane domy już zaczynają się walić. Jestem przerażony. Dosłownie. Na tle tamtej biedy moje Podkarpacie to El Dorado.

Czary z mleka

22 marca 2006, 13:55:51

Frybzda zaczęła chodzić tak samo psiejsko - czarodziejsko, jak wcześniej przestała. Przynajmniej podpięta bezpośrednio do kabla internetowego. Dzisiaj podpinam swapa, przez brak którego nie poszła wczoraj kompilacja jaja, i obserwuję, co stanie się z frybzdą podpiętą przez huba.

* * *

Nie mam koncepcji na uproszczenie sobie pracy w TotalCommanderze, chodzi o szybkie przełączanie się między katalogami, kopiowanie plików i inne przyległości. Na zdrowy rozum nie da się z tym niczego zrobić, bo wynaciskania klawiszy wymaga zarówno ręczne łażenie po katalogach, jak i poustawianie zakładek i przełączanie się pomiędzy nimi.

* * *

To spadające z nieba białe dziadostwo zaczyna działać mi na nerwy.

Buzzwords, buzzwords...

17 marca 2006, 17:05:38

Siódmy strażnik zamieszcza felieton honeya. Że jeszcze trochę, i wszystko będzie sieciowe, online, że nasz blaszak skończy jako konsola do gier. Że kończy się czas płacenia za kolejne uaktualnienia, a nadchodzi czas placenia za uslugi online.

Nie sądzę. Po pierwsze dlatego, iż _potencjalnych_ wąskich gardeł przy dostępie do dokumentu online jest więcej [łącze, serwer], niż przy dokumentach trzymanych offline, gdzie zdzierżyć musi tylko sprzęt i OS. W każdym bądź razie ja na pewno nie zdecyduję się na umieszczenie tam rzeczy, które zawsze muszą być pod ręką. Po drugie, na miejsce dyskietki dawno już wskoczyły pendrive'y, dzięki czemu idea "biura pod ręką" nabrała aktualności niezależnie od możliwości oferowanych przez inet. Po trzecie, fascynaci pomysłów Google'a nie nauczyli się niczego ze skompromitowanej dobrych parę lat temu sunowskiej koncepcji komputera sieciowego, Fakt, że infrastruktura jest dziś dużo lepsza, technologia dużo dojrzalsza - ale też przeszkodą na drodze rozwoju netputera nie były warunki technologiczne, tylko czynnik ludzki. Po czwarte - prywatność. To chyba nie wymaga większego komentarza. Po piąte - abonementy są sympatyczne, o ile ktoś nagle nie stwierdzi, że nie potrzebuje więcej aktualizacji. A poza tym - wychodzą na ogół drożej.

Nie przeczę, że pewne dziedziny mają szansę zmigrować ze stacjonarnych pecetów na ten rodzaj outsorcingu. Ale to w dalszym ciągu da nam parę segmentów rynku. Nic więcej.

Żegnaj, Patryku.

14 marca 2006, 16:05:50

FreeBSD sobie stoi, nikogo się nie boi. A powinno, bo jeśli nie będzie kooperować w grupie i udostępniać ssh podpięte do huba, to dostanie z półobrotu. Inet działa jak kierunkowskaz, raz działa, raz nie. A właściwie raz zadziałał i uznał, że chwilowo mu to wystarczy. Wszystko razem przypomina "Krainę Chichów". Z tym, że chichy coraz częściej wypierane są przez mruczanki, jeszcze kulturalne ze względu na rozpaczliwe próby wytrwania w łasce uświęcającej. Nie wiem, jak długo jeszcze dam radę. No i oczywiście big credits to Y, bez którego nie byłoby nawet tych okazjonalnych chichów.

To BSE or not to BSE?

13 marca 2006, 16:00:45

Nie obędzie się bez wdrapania się z monitorem i klawiaturą na szafę. Zdalne connectivity z komponentami p.o. serwera, przymocowanymi gwoździami do płyty wiórowej w korytarzu diabli wzięli, a ja nie mam pojęcia, czemu. Rozmyślając nad iście okhamowskim sformatowaniem dysków, rozpaczliwie usiłuję sobie przypomnieć, czy nie mam tam przypadkiem czegoś istotnego. Dochodzę do wniosku, że podobne rozmyślania funkcjonują na zasadzie kota Schrodingera, gdyż i tak wyjaśnią się po formacie... Proces instalacji FreeBSE [w przeciwieństwie do procesu jego obczajania, który jednakowoż mogę przeprowadzić siedząc w fotelu, miast na szafie] nie powinien [buahahahahaha!] zająć mi więcej czasu, niż rekompilacja jaja pod Slackiem [buahahahahaha!], więc dalej się waham. Pewne jest tylko to, że nie stanie tam dżętu, bo zanim doszedłbym do jakiegoś normalnego stage'a na pentium200, dostałbym pewnie nieodwracalnych przykurczów mięśni grzbietu. Trochę szkoda.

Popierdółki przedweekendowe

10 marca 2006, 11:48:40

Na starość zaczynają mi się psuć zęby. Wcale mnie to nie cieszy. Wcale a wcale.

* * *

Na starość zaczynają mi smakować chore wynalazki typu sok pomidorowy z oliwkami. Wczoraj wyżłopałem Żonie połowę opakowania. Wcześniej nie tknąłbym się tego nawet za dodatkową opłatą.

* * *

Na starość zastanawiam się, czy jestem się w stanie jeszcze czegoś nauczyć. Y. namawia mnie do porzucenia na serwerze Slacka i instalację frybzdy. A może dżętu? A może... a może nie dodawać sobie dodatkowego zajęcia w sytuacji, kiedy i tak nie mam już na nic czasu?...

* * *

Kupiony pierwszy tom Ziemiomorza Ursuli le Guin. Bardzo sympatyczna książka. Bardzo, ale to bardzo. Szkoda tylko, że taka nieduża. Właśnie tak imaginuję sobie [bo nie czytałem] Harry'ego Plottera. A w Empiku nie ma ani jednej książki Conrada - Korzeniowskiego po polsku, skandal!

* * *

Polska nie jest już tygrysem Europy - donoszą przekaziory. A cała sprawa idzie o to, że nie rozwijamy się w tempie 3%, tylko zero z czymś, czy jeden z czymś. Ot, mali ludzie, karłowaci politycy, niskie horyzonty, wysokie czółka. Drobne gnojki, od '89 nie potrafiące przestawić się na myślenie wolnościowe i mające zakarbowane w ramach jedynej bruzdy mózgowej, że poza socjalizmem nie ma zbawienia. A dzisiaj - głosowanie ustawy o WSI. Rozpieprzanie układu, lewy marcowy czy kolejna fasadowa zmiana? Czas pokarze [nas wszystkich].

Nie ma czegoś takiego, jak międzyczas.

07 marca 2006, 17:07:45

W zasadzie dopada mnie apatia. Śmiertelnie wyprowadzająca z równowagi [czy to już oksymoron?], zamulająca wszystko, odbierająca chęć do robienia czegokolwiek - apatia. Wszystko - albo prawie wszystko - leży, zszyte dratwą prowizorki, słońce zaszło i nawet motywacja do wyplucia z siebie zaległych żali czy zdjęć rzeczywistości jakaś taka jakby asymptotycznie zmierzająca do zera. A zamiast nihilistycznego walnięcia się do wyra - multum spraw, załatwianych w tempie stokroć wolniejszym, niż normalnie. Vanitas vanitatum et omnia vanitas.

* * *

Kupiłem nowy numer FotoVideoDigital. Jak wielokrotnie pisałem, grafik ze mnie żaden, fotografik tylko ciut lepszy, niż żaden, ale poczytać lubię. Tyle, że mam wrażenie, że ta cała brać dziennikarska siedzi w kieszeni Adobe'a. Pomijam specjalistyczne magazyny typu PSD czy ComputerArts, które w swoim poczuciu elitarności pomysł pisania o GIMPie uznałyby za księżycowy, ale gazetka dla newbies z ambicjami mogłaby od czasu do czasu zamieścić jakiś minitutorial z FLOSSem w roli głównej. Póki co, wszelakie kąciki warsztatowe traktuję tamże sikiem prostym koherentnym. Bardzo ciekawy artykuł o katalogowaniu zdjęć - ku mojej radości digikam dysponuje większością opisanych tam funkcji, poza zaawansowanymi opcjami wyszukiwania w archiwach, czy logicznej koniunkcji warunków.

* * *

Nieco do przodu popchnąłem tłumaczenie GRAMPSa, wpadając wreszcie na [jakiś] pomysł, jak tłumaczyć [w miarę] sensownie na polski rzeczy typu %(person)s has died %(death_date)s in %(death_place)s at the age of %(age)d years [cytat z pamięci]. Ilość nieprzetłumaczonych MsgIDów spadła poniżej psychologicznej granicy 400, nie licząc fuzzies.

* * *

Zauważam, że tryumfalny pochód homoseksualizmu przez świat dziwnie zbiegł się w czasie z rozpanoszeniem się Web2.0. Ale DGCC i może podobieństwa stylistyczne powstają li tylko w mojej głowie.

* * *

Wybiórcza przynosi wielkie srutututu "w temacie" wolnych mediów. Głupoty gadają Kaczyński Bros. marudząc, że dziennikarze nie mogą pisać, czego chcą [no nie mogą - skacz wraże, jak pan każe, logika kapitalistyczna, ot co] - ale bzdury pisze też człowiek twierdzący, że nikt nigdy nie wpływał na dziennikarzy "GW" - osobiście znam jeden przypadek, gdzie dziennikarzowi "odradzono" zajęcie się tematem z pogranicza mafii. Nie mówiąc o tym, że media koncesjonowane z definicji nie są mediami wolnymi - można co najwyżej pouskarżać się nad rozpiżdżaniem pewnego układu. Ale to przecież oczywiste. Przynajmniej dla niektórych.

* * *

W tej samej GW - bum tarara, przełamujemy tabu. W dzisiejszym odcinku Pani Redaktor opowiada po trzydziestu latach, jak obmacywał ją dziadek. A kogo to obchodzi? Żenada do potęgi entej.

* * *

Zaszalałem, nalałem sobie Vervy. Jakoś nie widzę różnicy.

* * *

O, mam informację, że włączyli nam Internet. Wychodzi na to, że dzisiaj ja usypiam Martę...

Zbiorówka poniedziałkowa

27 lutego 2006, 12:00:11

Nic, za co się ostatnio wezmę, nie może pójść tak o, wszystko wymaga chodzenia, telefonowania, pisania podań, dołączania znaczków skarbowych, rzucania mięsem, przekonywania, gróźb karalnych, definiowania konduity matek rozmówców, zarywania nocy i powtarzania wszystkiego po dziesięć razy. Karta graficzna - w serwisie gwarancyjnym. Planowane tu-bez-pieczeni - przesunięte o wektor z uwagi na spotkanie z konkurencyjnym agentem. Internet... internet z racji szerszej opowieści zasługuje na oddzielny akapit.

* * *

Założyli w piątek. Zadziałał router i proxy, w efekcie czego z kompa pokojowego dało się tylko przeglądać www, ale np. sprawdzić pocztę - już nie. Przyszedł jeden admin, po 20 minutach zdiagnozował poprawność routingu i poszedł na obiad. Na drugiego fachowca czekałem do soboty do 23:30. Rzecz zakończyła się w niedzielę ok. 4:00 nad ranem. Z diagnozą, że cwaniaccy synowie matek negocjowalnego afektu ustawiają na wszystkich pakietach TTL=1. Dzisiejsza awantura u providera dała tylko tyle, że otrzymałem informację, że mogę sobie to ustawić we własnym zakresie i im nic do tego. Przeczucie mówi mi, że dzisiaj po południu przepnę komputer pokojowy równolegle z serwerem [zamiast chować go za maskaradą] i ta prowizorka potrwa przez czas bliżej nieokreślony, bo ostatnie jądro na serwerze kompilowałem ohohohoho i jeszcze trochę temu i niespecjalnie chce mi się ponownie bawić w patchowanie, rekompilację, srututucję i wilkołację. A swoją drogą łącze wymiata, 1 megabit [minimum, poza godzinami szczytu mam 3 mbity, ha!] po SDI to niemalże światłowód. Co prawda to DHCP, którego szczerze nie znoszę irracjonalnie, a provider twierdził z uporem godnym lepszej sprawy, iż to stałe IP... ale nie będę robił awantury o coś, co ponoć zmienia się raz na parę lat. Pozytywne skutki uboczne: podciągnąłem się nieco w teorii, zacząłem kumać homeopatyczne ilości wiedzy o iptables, które to iptables wcześniej ustawiałem na zasadzie średnio rozgarniętego pawiana i pobawiłem się trochę tcpdump. W ramach małej zemsty za ukierunkowanie na sprzedaż, zamiast na klienta, zastanawiam się nad złośliwym podpięciem do mojej sieci sąsiada. Co szczególnie nie powinno ich dziwić, sami sprzedawcy dostawali telefonicznego karpia na wieść, że sam z własnej woli zgłaszam dwa komputery, zamiast zgłosić jeden, a resztę zamaskaradować sobie we własnym zakresie.

* * *

Zacząłem czytać Piekłem i szpadą Feliksa W. Kresa. Nędza. Może nie taka, jak u np. Baniewicza, ale zawsze nędza. I ten człowiek prowadził kącik dla początkujących w "SF"? Ech. Ale za to na liście zapowiedzi "Fabryki" znalazłem za to dwa grzędowicze i dwa pilipiuki. Mniam.

Blondas.

20 lutego 2006, 15:43:49

Po drugiej stronie netu ktoś cos kombinuje z quotą, bo nie przechodzą mu duże maile. A ja, wysyłając maila z dużym załącznikiem, piszę w nim: Jeśli ten mail nie przejdzie, załączniki są do pobrania ze strony http://blah.blah.blah. Nie ma nic lepszego, niż wykazywanie się swoim debilizmem przed klientami w poniedziałkowe popołudnie :)

Radosław, ty złamasie.

19 lutego 2006, 19:25:39

Co jest tanie, to jest drogie. Radeon wzięty po części barterowo w zamian za Ostatnią kohortę dzisiaj dał popis. Artefakty artefaktami, nie przeszkadzało mi to zbytnio tym bardziej, że pojawiały się rzadko, ale dzisiaj przeszedł samego siebie. Po wyjęciu sieciówki [aktywowałem onboard, jako że pci'owa potrzebna mi jest do serwera] komputer... przestał wstawać. Zagryzając wargi z nerwów, pojechałem po zamiennik na drugi koniec Krakowa tylko po to, żeby po włożeniu jakiejś starawej ATI okazało się, że to tylko wina tamtego Radeona. Odpaliłem sax2 i po kłopocie. A swoją drogą dobrze, że grafika padła, przynajmniej pójdzie na gwarancję, póki jeszcze może.

* * *

Na stacji BP za dwie kupione Pepsi dają "za darmo" skipass. WTF? I gdzie postawić spację :>?...

Sobota

18 lutego 2006, 19:55:33

Zmieniłem obudowę serwerową. Z obudowy typu slim [komponenty porozkładane na bąbelkofolii, wystawione na swobodne działanie powietrza, dyski porozkładane na pudełkach po zapałkach] przeszedłem na znacznie oszczędzającą przestrzeń obudowę typu tower [mb, zasilacz i hub poprzybijane do pionowej płyty wiórowej, dyski leżące na zaizolowanych, wbitych pod kątem prostym gwoździach]. Poważnym mankamentem jest dużo skomplikowańszy maintenance całości, trzeba będzie odsuwać szafę. A po przyszłotygodniowej wizycie monterów ubędzie nam jeszcze tepsiany modem.

* * *

Skończyłem ponownie I tom Achai. Za pierwszym razem przeczytałem go chyba nieuważnie, bo nie skojarzyłem ani połowy tekstu, ani wołającyh o pomstę do nieba błędów korektorskich - różczka i miałczenie[sic!] to dwa przykłady z brzegu. Kogo te całe wydawnictwa zatrudniają w korekcie? Psychologów, tokarzy czy fizyków jądrowych? A kiedy już skończę Achaję - jakaś powieść Feliksa W. Kresa, jak zwykle nie chce mi się sięgać po nią na szafkę.

* * *

Na wieczór - jakiś wynalazek made in California. Zakręcany, dość dziwnie, jak na wino. Ale niezgorszy - po chilijskich winach z plastikowym korkiem, na których złamałem korkociąg, nic gorszego spotkać mnie już chyba nie może.

Do pierwszej krwi

12 lutego 2006, 15:26:45

Radek zostawia na ekranie artefakty. Dziwne o tyle, że artefakty pojawiają się jeszcze na ekranie bootloadera, a całość zaczęła się po instalacji DX90. Bardzo dziwny zbieg okoliczności. Czyżby MS mu nie służył? Inna rzecz, że poza artefaktami - obraz jak żyleta. Chyba go jednak wybarteruję od kumpla i oddam na gwarancję.

* * *

Ubuntu zaprzepaściło swoją życiową szansę i koncertowo wyprokreowało się na instalacji na laptopie. Nie chciało mi się szukać przyczyn, wziąłem dvd z otwartym susłem i oczywiście wszystko poszło bez zarzutu. Z nowych wynalazków muszę jeszcze przetestować Gentoo. Ale to kiedyś, jak już będę miał te 3 megabity CIR.

* * *

Olimpiada. Mija koło mnie bez wrażeń. Czekam na mundial. Albo na taką olimpiadę, chociaż baron dy Kubertę byłby pewnie niepocieszony.

Nagroda Darwina dla tego pana

11 lutego 2006, 19:18:35

Tzn. dla mnie. Komputerowa nagroda Darwina należy mi się jak najbardziej. Ot, instalacja Catalysta pod moim XP. Zainstalowałem, zadziałało. Ale w "dodaj / usuń" siedzi jeszcze jakaś nVidia Control Center or sth. Ktoś inny by się pewnie zastanowił, a ja? Aha, skoro nVidia, więc pewnie popłuczyny po mojej starej MX440. Więc WON! I tylko po resecie komputer zaczął mi dziwnie od nowa wykrywać wszystkie peryferia. Efekt? Stan przedzawałowy i instalacja całego oprogramowania płyty z szybkoscią światła.

* * *

Suseł przesiadkę zniósł ambiwalentnie. Niby SAX zachował się dzielnie i postawił iksy, ale zamiast 9550 figuruje jakieś niewiadomoco. No nic, jeszcze tylko dograć drivery tu i DX90 tam i można zacząć weekend.

Przez mękę do ekstazy.

10 lutego 2006, 16:35:12

No normalnie wypas po pachy. Jeszcze wczoraj gryzłem palce do kości, bo w środku Arcyważnej Pracy [TM] dostałem komunikat, że S.M.A.R.T. ma coś do powiedzenia. Jeszcze dzisiaj rano - szybki backup ze ściśniętym gardłem. A teraz - rozkoszuję się świeżo przydzielonym nx9010. I zero cholernej Maxdaty, niechaj ich piekło pochłonie z ich konstrukcjami, z ich serwisem, z ich dizajnem, niech mi żyje mój stary nowy laptok kompaczy. A mały gnojek, siedzący w każdym z nas, już szepce mi do ucha, żeby te pięć giga, które zostało mi na twardzielu po partycjonowaniu [ręka mi się omskła, no!] wykorzystać na jakiś wywrotowy system operacyjny. Mharharharhar. No i kocham S.M.A.R.T.a!

Wielkie łowy

09 lutego 2006, 11:04:47

Poranna przebieżka po multimedialną Wybiórczą zakończona niepowodzeniem. Imię róży - modelowy przykład rewelacyjnej propagandy, zrobionej do bólu na jedno kopyto, a pomimo tego wciągającej jak mało który film, chociaż przez książkę nie przebrnąłem. Chyba jednak będę musiał obejść się smakiem. Szkoda.

* * *

Sprzedawca po drugiej stronie telefonu mówi mi, że kart na AGP mają już tylko pojedyncze egzemplarze. Nosz fuch, płyta kupiona rok temu, PCI-Express wszedł paręnaście miesięcy nazad, a już się okazuje, że mam archaiczną konfigurację. Ale i tak kupię kartę na AGP od znajomego. Całe szczęście, że nie gram, a DVI i dx9.0 [gdybym jednak zagrał] zawsze się przydadzą. Ciekawe, kiedy niezbędny okaże się upgrade płyty głównej.

HD CD, KDE, lustracja i kleroliberalizm

07 lutego 2006, 21:09:59

Przed chwilą Krusader pokazał mi plik o wielkości 293 terabajty. Jestem pod wrażeniem.

* * *

Wróciłem do kdm. WindowMaker jakoś mnie zdenerwował, za dużo ręcznego ustawiania wodotrysków. Może kiedyś...

* * *

W Studiu Otwartym TVP3 - ludzie z krakowskiego IPNu. Rozpoczęło się ujawnianie nazwisk ubeckich donosicieli, na razie ponoć tylko wśród księży i hutników. 93% dzwoniących jest za. I chociaż znielubiłem Kraków, to jest to jedna z tych rzadkich ostatnio chwil, kiedy głupim uczuciem czuję się dumny, ze mieszkam tu, a nie gdzie indziej.

* * *

Tabloidy wściekłe, że ktośtam gdzieśtam na rozmowie o pracę kazał komuś pokazać zaświadczenie od proboszcza. A poza tym mamy wolny kraj, pracodawcy mają swobodę doboru pracowników, słońce jest bardzo zdrowe, a babcia jest durna.

* * *

Kolejna rzecz do wykorzystania nie wiadomo kiedy i wiadomo, do czego: http://www.linux-live.org.

Sobota niekoniecznie luzem

04 lutego 2006, 21:27:31

Wróciłem z korporacyjnego wyjazdu na narty. Kilka spostrzeżeń:
  • W moim organizmie istnieją mięśnie, o których istnieniu nie miałem wcześniej pojęcia. I jest ich zdecydowanie więcej, niż mógłbym kiedykolwiek przypuszczać.
  • Stawy ludzkie są ruchome w stopniu o wiele większym, niż by się to śniło waszym filozofom. AŁA!
  • Na następny wyjazd trzeba koniecznie kupić przynajmniej rękawice narciarskie.
  • Wszystko mnie boli. Stan mojego rozruszania jest katastrofalny. A jeśli dodać jeszcze do tego początkowe początki nauki jazdy na nartach, dostajemy człowieka, który głęboko zastanawia się, jakim cudem jeszcze rusza czymkolwiek.
  • Było bosko - o ile tylko czas mi na to pozwoli, z góry piszę się na następny wyjazd.
* * *

Całe zamieszanie z karykaturami Mahometa nie mieści się w moim głupim i bez wątpienia naiwnym pojmowaniu świata. Mój światopogląd zakłada szacunek dla każdej religii. Tak - nawet, jeśli ktoś niezamieszczanie materiałów bluźnierczych miałby ochotę nazwać zamachem na wolną prasę. Kiedy podczas pobytu w Eindhoven i wizycie w tamtejszym meczecie kazano nam zdjąć buty, zrobiliśmy to bez wahania, zamiast robić hyr. Źle zrobiły muslimy, rozpętując cały ten zgiełk [chociaż, jak już pisałem, świadczy to o sile ich przekonań, nad którą wypadałoby się zastanowić Europejczykom] - ale przede wszystkim zrobiła źle gazeta, publikując karykatury Mahometa. Jakkolwiek uważam, że islam jest potężnym zagrożeniem dla naszej cywilizacji, metod, którymi próbuje się z nim walczyć, absoutnie nie popieram. Mówiąc bez ogródek, to czystej wody zachowanie gówniarskie kogoś, kto nie mogąc sobie dać rady z silniejszym i większym kolegą czy nielubianym szefem, pluje mu do herbaty. W tym całym zamieszaniu najsensowniej zachowali się Meller z Marcinkiewiczem... gdyby nie to, że zawiniła gazeta, a przeprasza rząd. A Wyborcza popisała się, jak na szmatławiec przystało.

* * *

Cholerne msvcr70.dll. Straciłem przez nie pół godziny i szlachetny zapał do pracy.

m.i.n.i.b.l.o.g.

Między islamem a islamem.

14 maja 2012, 23:55:23

Na zachodzie islam, na wschodzie islam, a w środku my. Jedyny ratunek to anonimowa żółta rączka [1,53:].

Aha, zapomniałbym: pan od anonimowej żółtej rączki wydaje jutro płytę. Będzie w empikach trzy półki za Diablo III. 晚安.

Tworzenie języka na żywo.

13 maja 2012, 21:12:44

Grexit [@ZH]

Zachowałem się jak ewangeliczne ziarno. Wziąłem i padłem na grunt.

Kamil Cebulski nadaje...

12 maja 2012, 11:20:26

W dzisiejszym odcinku: Protesty skuteczne i nieskuteczne.

Południowy ROTFL.

11 maja 2012, 12:14:09

Przekaziory atakują mnie linkami do depesz alarmujących, że Polacy nie czytają. Sam linkowany materiał o nieczytających Polakach zamieszczony jest w formie wideo...

Z popołudniowej prasóweczki.

23 kwietnia 2012, 14:29:22

Zgubiono czarną dyplomatkę. Uczciwego znalazcę prosimy o odprowadzenie tej alkoholiczki do ambasady Czadu.

QOTD.

19 kwietnia 2012, 14:12:17

W najnowszym sondażu Francois Hollande [kandydat socjalistów - przyp. torero] wyprzedził Nicolasa Sarkozy'ego. Rynek powoli dyskontuje zmiany, jakie proponuje przeciwnik obecnego prezydenta. Ryzyko bankructwa Paryża jest najwyższe od trzech miesięcy. [źródło]

JONCLMAO.

Tytuły FTW.

19 kwietnia 2012, 12:28:07

Zagadka: tytuł "Maszynista zatrzymał pociąg. Dostanie nagrodę." pochodzi z:

  1. łonetu,
  2. Nowego Pompona

Odpowiedzi proszę przesyłać na /dev/null do końca dowolnego miesiąca.

OfficeDepot strikes again!

18 kwietnia 2012, 12:59:09

Jakiś czas temu, dwa joggi dalej, pisałem o promocjach w Office Depot, które lepiej zrobiłby chyba pijany zając.

Spieszę donieść, że dział marketingu w było nie było międzynarodowej korporacji ma się dobrze, jeśli nawet nie lepiej. Ichniejsze machiny zaniepokoiły się widać moim nieskorzystaniem z promocji, bo przysłały mi maila: "Witamy spowrotem".

Śmieszna czytanka na wieczór.

16 kwietnia 2012, 23:09:20

Tu, o. Indżoj.

Odstawiamy hambugera...

16 kwietnia 2012, 14:51:34

... i przyrządzamy łożysko. Smacznego. Można doprawić pomielonymi paznokietkami i miodem z uszu.

Siedem zgonów smoleńskich.

15 kwietnia 2012, 11:59:24

Tu, o.

Linki dwa.

12 kwietnia 2012, 22:08:27

#1.
#2.

Z porannej prasóweczki.

03 kwietnia 2012, 09:25:03

Do punktu skupu opakowań szklanych przychodzi brudny, śmierdzący menel i pyta:
- Przyjmujecie butelki po szkockiej whisky?
Pauza...
- Nie, sir.

Zagadka.

31 marca 2012, 16:20:26

Przechowywać w temperaturze otoczenia. [fragment nalepki na sosie czosnkowym Heinz]

A mnie interesuje co innego: gdzie w takim razie NIE można przechowywać tego sosu, oczywiście w dłuższym horyzoncie czasowym? Czyżby marketoidom od Heinza udało się niechcący obalić drugą zasadę termodynamiki?

.

23 marca 2012, 22:47:06

;

RSS Feed