Przeklejone nie kradzione.
27 stycznia 2012, 20:28:57
I tak już chyba wszyscy widzieli, ale co mi tam.
... ale ale, byłbym zapomniał: wiecie, że USA nie ratyfikują ACTA?
- 2 komentarze
- Zapisane w b'logger
27 stycznia 2012, 20:28:57
I tak już chyba wszyscy widzieli, ale co mi tam.
... ale ale, byłbym zapomniał: wiecie, że USA nie ratyfikują ACTA?
27 stycznia 2012, 16:51:13
Drukarka 3D może nieodwracalnie zmienić to, co do tej pory znaliśmy jako masową produkcję. Mając ją w domu albo korzystając z niej, tak jak dziś korzystamy z kopiarki w punkcie ksero, sami staniemy się projektantami. (...) Nawet nie trzeba dużo wymyślać, wystarczy mieć skaner 3D, który znajduje się w każdej konsoli do gier Microsoftu. Drukować trójwymiarowe obiekty można właściwie w każdym materiale, który daje się łączyć: żywicy, nylonie, gipsie, metalu czy plastiku. W najprostszym scenariuszu dla gospodarki to oznacza uwolnienie innowacji i obniżenie kosztów tworzenia nowych produktów. Na dalszym etapie możemy się pożegnać z przewagami, jakie dawała ekonomia skali, i rozpoczęciem procesu deindustrializacji gospodarki. [Forbes 02/2012]
I jeszcze piszą, że cena drukarek 3D zbliża się do ceny drukarek laserowych z lat osiemdziesiątych... na allegro jakiś chyba lepszy model kosztuje 8050k, a gorszy ["obszar kreacji" to sześcian o boku ok. 30cm] już za 8k. Słownie: osiem tysięcy złotych. Massakra. Jakoś nigdy nie interesowałem się tą technologią, a teraz szczęka mi opadła i wybiła skrót do piwnicy.
Cóż... całkiem możliwe, że za parę lat czeka nas rewolucja o konsekwencjach porównywalnych z konsekwencjami wynalazku imć Watta, czy jesteś na to gotowy? W tym kontekście ostatnie działania lobby patentowego zaczynają wyglądać jeszcze bardziej niepokojąco, acz całkowicie zrozumiale i racjonalnie... Chociaż próbom powstrzymywania rewolucji za pomocą aktów prawnych nie wróżę większego powodzenia. Na szczęście.
25 stycznia 2012, 15:32:25
Łonet opisuje kolejną odsłonę rankingu zaufania do polityków. Pierwsze miejsce zajmuje Prezydent, pierwsze miejsce w rankingu nieufności... zgadnij, koteczku. Ale ja nie o tym.
Dawno, daaawno temu pisałem, że nie ogarniam przedmiotu tego sondażu. Bo co właściwie to pytanie mierzy? Zaufanie do czego? Do tego, że dany polityk nie zrobi błędów ortograficznych na poziomie podstawówki? Że okaże się politykiem prawdziwie demokratycznym i nie podpisze ACTA? Zaufanie, wyrażające się gotowością do pożyczenia takiemu np. 10,000 zł bez zastawu? A może zaufanie w wersji OEM - że po prostu po zjedzeniu z nim obiadu w naszym domu nie będziemy chcieć starannie zrewidować takiego przed wyjściem...
I jeszcze ta reprezentatywna próba 1058 osób przy najmniejszej cytowanej frakcji na poziomie 12%. Jak już uzbieram na sprzedawcę i będę miał trochę czasu dla siebie, w końcu to przeliczę.
23 stycznia 2012, 21:20:41
Wnerwiają mnie tablety. Łomatko, jakże mnie wnerwiają. Jak mam coś uznać za praktyczne i godne mojej uwagi, skoro nie mogę tego schować do kieszeni, tylko muszę taszczyć aktówkę bądź w ostateczności plecak. Gadżet dla gadżetomaniaków, bez żadnego zastosowania praktycznego dla człowieka w ruchu, korzystającego z samochodu, pracującego zawodowo, więc bez przerw pomiędzy wykładami i bez możliwości korzystania zeń w MPK, zresztą dodatkowy kilogram [no dobra, nawet niechby .6] sami sobie dźwigajcie. A do wanny książkę biorę.
No chyba, że chodzi o Sony Tablet P, widziany w weekend. Jak dla mnie po prostu bomba. USB 3.0 tylko by mi przeszkadzało, a 2.0 znakomicie spełni swoją rolę, Angry Birds pozwolą mi się oderwać od codzienności [bo z tym zalataniem okłamuję przecież samego siebie], a jakieś praktyczne zastosowanie w domu się wymyśli się. Bo przecież laptop nie da wszędzie rady, prawda?
Prawda?...
* * *
Do licha, doświadczam właśnie klinicznego przypadku irracjonalnej [bo żadne state-of-the-art technology to przecież nie jest] gorączki konsumpcyjnej, co zdarza mi się naprawdę rzadko. W pełni mojej przytomności logika bierze urlop na żądanie, ośrodek prakseologii w zamyśleniu ogląda sobie paznokcie, a Pan Debet wypożyczył rzutnik i wyświetla mi ekspotencjalne wykresy produktywności w funkcji czasu. Wamać, no. Od wszystkich panien Klein i Oburzonych razem wziętych stokroć bardziej w roli antykonsumpcyjnego bannera przemawia do mnie wysprejowany niegdyś napis na jakimś billboardzie, który ujrzałem w drodze do pracy: "PO CO CI TO?" Jak każdy przebłysk geniuszu, powalający swoją prostotą formy i zwięzłością treści. Całe szczęście, że mam go przed oczami, bo już dawno wpadłbym z obłędem w oczach do salonu i poprosił o ten składany tablet. Czasem jednak filozofia weekendowa okazuje się jak widać pożyteczna.
* * *
Aha, korzystając z okazji: znacie jakieś fajne gry poza Angry Birds, które mógłbym zainstalować, kiedy już ostatecznie nie kupię tego dziadostwa?
20 stycznia 2012, 11:22:19
Życie jak życie. Ciągłe uśmiechy, owacje na stojąco, kwiaty od małych dziewczynek i wizyty w zakładach pracy mogą zmęczyć, ale z drugiej strony zakulisowe intrygi, otaczająca mnie zawiść i rozgrywające się za moimi plecami sceny zazdrości sprawiają, że w gruncie rzeczy lubię tę robotę. Ale wczoraj to już przegiąłem, naprawdę.
W tesku zlikwidowali kasy ekspresowe. Na całe szczęście umiem wykorzystać swój Zniewalający Uśmiech [TM] i kiedy mam tylko jedną rzecz - z dwiema już grzecznie stoję w kolejce - po prostu uśmiecham się i pytam grzecznie, czy mógłbym wepchnąć się przed panią / pana / cipaństwo. Na ogół mogę i się wpycham się. Wczoraj, dzierżąc jakieś dvd z przeceny za 19.99 i banknot dwudziestozłotowy, zrobiłem to samo. Dwie panie ze swoimi górkami zakupów wycedziły "proszę, oczywiście", ale ich wzrok zabijał. Grzecznie odśmiechnąłem się, zająłem miejsce do kasjerki i już miałem w ramach podziękowania poprosić je, żeby wyjęły zdjęcie z portfela i popatrzyły na swojego partnera, potem na mnie, potem znowu na niego, a potem znowu na mnie, ale w tej chwili popatrzyłem na panią stojącą bezpośrednio za mną. I napiszę tyle, kochany pamiętniczku: różne niekonwencjonalne rzeczy robiłem w życiu, ale wmusić się poza kolejnością do kolejki przed kobietę w zaawansowanej ciąży zdarzyło mi się pierwszy raz.
Zamurowało mnie, co niestety zresztą jest normą w takich sytuacjach [mózgowy ośrodek szybszej reakcji tanio kupię lub zamienię na przechodzony ośrodek starych kawałów], z tego wszystkiego nie zdołałem nawet wyjąkać przeprosin. Szejm on mi wery macz. W poszukiwaniu ukojenia trzeba będzie poprzeprowadzać staruszki przez jezdnię, ale z braku czasu przeprowadzę po prostu jakąś jedną kilkanaście razy pod rząd. A potem znów męcząca, codzienna orka: ciągłe uśmiechy, owacje na stojąco, kwiaty od małych dziewczynek i wizyty w zakładach pracy.
19 stycznia 2012, 10:17:52
Drax, nie krzycz!...
Polityka finansowa państwa opiekuńczego wymaga aby właściciele mienia nie mieli żadnej możliwości obrony. To jest brudny sekret tyrad polityków państwa opiekuńczego przeciwko złotu. “Deficit spending” jest po prostu metodą konfiskaty mienia. Złoto stoi na drodze tego podstępnego procesu. Stoi na straży prawa własności. Gdy ktoś to pojmie, z łatwością zrozumie antagonizm polityków do standardu złota.
Źródło: Alan Greenspan, Gold and Economic Freedom, 1967, cyt. za 2GR.
18 stycznia 2012, 20:06:04
Lepiej późno, niż wcale - powiedział stary Żyd, spóźniając się na pociąg. W tym roku z zauważalnym opóźnieniem najwyższy czas, zgodnie z kilkuletnią już tradycją tego blogaska, zanucić piosenkę zimową. Po angielsku...
RING THEIR BELLS
by Ryk E.Spoor
Slashing through the Orcs
With a good two-handed blade
Over corpses we go
And through the gore we wade
Mace on helmet rings
Making bodies fly
What fun to sing our Slaying Song
And watch these suckers DIE!
(chorus)
Oh, ring their bells with swords and spells
Don't let 'em get away!
We're brave and bold for fame and gold
We'll make a lot today!
Oh, ring their bells with swords and spells
Don't let 'em get away!
We'll hack and slash and blast and trash
And blow these dudes away!
Crashing through the door
Into the Dragon's nose
Our mage whips out a Cone of Cold
And out his fire goes!
Elven bowstrings sing
Making Balrogs fall
And our thief finds a secret door
Into the treasure hall!
(chorus)
Then appears the Lich
With his demon guard
Our wizard yawns and wishes
We'd run into something hard.
He begins to cast
His 19th level spell
The damn lich throws a Gate at us
And drops us all in Hell!
(chorus)
We appear in Hell
In front of Satan's throne
Our Cleric waves us out the door
And takes him on alone!
Satan's legions don't
Want to let us go
Our Techno pulls a bazooka out
And NUKES 'em 'till they GLOW!
Oh, ring their bells with Prayers and Spells
Don't let 'em get away!
We're brave and bold and CRAZED, we're told
To think we'll live the day!
Oh, ring their bells with swords and SHELLS
Don't let 'em get away!
We'll hack and slash and blast and trash
And drag our loot away!
... lub po polsku:
PADA TRUP
tłumaczenie: ja.
Poprzez białe drogi
z gwałtem za pan brat
pędzi nasza rejza
szybka niby wiatr.
Biegnij, koniu wrony
poprzez orków tłum,
my wieziemy łupów tony,
czyniąc wielkie BUM!
(chorus)
Pada trup, wpada łup,
dzwoni wroga ząb,
co za radość, gdy enpeca
można wbić na dąb!
Pada trup, wpada łup,
słychać "U-ha-ha!"
To nasz team, mów nam "wuj",
reszta - won na drzewo!
Poprzez drzazgi futryn
prosto w smoczy nos,
pędzi Stożek Zimna,
niwelując cios.
W chmurze elfich strzał
Ballrog robi "Au!"
Złodziej niucha tajne drzwi
tam, gdzie złota szał.
(chorus)
Zombie zjawia się,
demonstrując złość,
a mag: "Fuck, czy tutaj brak
gości twardych dość?"
Potem rzuca czar,
postrach wszystkich zmor,
Zombie trąbi, nagle team
is knocking on hell's door.
(chorus)
W piekle żeśmy som,
i naczelny grzmi,
Kler nie daje nas na żer,
wywala za drzwi.
Kusy świtę ma,
co wstrzymuje bieg,
Tech raz wzdech i robi się
radioaktywny śnieg.
Pada trup, wpada łup,
wesół mężny mąż,
co za radość, kiedy wiemy,
że żyjemy wciąż!
Pada trup, wpada łup,
pieśni nuci brać,
Bierzmy łup spod naszych stóp,
trzeba dyla dać!
17 stycznia 2012, 14:12:05
Mamy świetną historię na książkę sensacyjną: młodziutka astronomka - amatorka wpada na trop meteorytu / meteoroidu, który uderzył w wyspę w stanie Maine, przebijając na wylot skorupę ziemską i wylatując gdzieś w Kambodży. W tym samym czasie geolog planetarny odkrywa na Marsie [ściślej: na Deimosie] ślady tkwiącego tam od milionów lat działa, zdolnego wystrzeliwać amunicję dziwadełkową w kierunku Ziemi. A potem ginie w wyjaśnionych okolicznościach. Agent CIA po wizycie w Kambodży nabiera podejrzeń... Świetny materiał na książkę sensacyjną, prawda?
NOT.
... a jednak! Przy jednym założeniu: napisania tej książki musi się podjąć Douglas Preston, a książka musi mieć tytuł "Konfrontacja". Współautor [wraz z Lincolnem Childem] wszystkomającego agenta Alojzego Aloysiusa Pendergasta na pierwszym planie i Eliego Glinna z jego Effective Engineering Solutions, Ltd. na planie dalszym, również tym razem nie obniża lotów i ponownie serwuje wysokiej klasy, trzymający w napięciu do prawie ostatniej strony [poza nieco pisanym na siłę zakończeniem], hmmm... technothriller? W naszym prężnym mocarstwie autor szerszej publiczności pozostaje prawie nieznany, pomimo wydania po polsku sporej części jego książek, a szkoda. Pomimo pewnego schematyzmu fabuły [choć nie jestem do końca przekonany, czy zwalić to na brak pomysłów, czy na konstrukcję thrillera jako gatunku per se] czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. Nie uświadczysz tutaj hakowania sendmaila emacsem czy wyjaśniania terminu "człowiek witruwiański", przez co odbiłem się z przytupem chociażby od Dana Browna*, nie uświadczysz globalnych spisków czy chęci dominacji nad światem. Jest świetnie prowadzona narracja, nierozumiani geniusze i morze zwykłych, ciepłych, sympatycznych ludzkich cech i przywar typu żądza władzy, karierowiczostwo czy morderstwa na zlecenie. Recenzje rzadko pisuję na lvl0, ale na najbliższe "Ścinki" się nie zanosi się, a szkoda przeoczyć taką książkę i takiego autora. Amatorom thrillerów i mocnej odskoczni od codzienności gorrrrąco polecam.
*EDIT: no by to, memoria moja coraz bardziej fragilis est, bo po przejrzeniu archiwów się okazało się, że jednak o Danie Brownie wypowiadałem się w zasadzie bardzo ciepło. Trzeba będzie do tego jednak wrócić i zastanowić się, czy zmienił mi się gust, czy zawartość komórek pamięci.
13 stycznia 2012, 22:50:27
Przekaziory prześcigają się w jojczeniu nad eurobiedą i umacnianiem się złotego po dzisiejszej promocji niskich [o]cen, zorganizowanej przez S&P, ze szczególnym uwzględnieniem FrAA+ncji [gdzie Sarkozy do dzisiaj podkreślał z dumą dotychczasowy rating jako niemalże dobro narodowe, a dzisiaj strzelił focha i stwierdził, że Francja nie podda się władzy agencji ratingowych... lub czasopisma, nie chce mi się szukać, generalnie regret.fr]. Złotówka dramatycznie się umocniła, mówią, jest najsilniejsza od siedemnastu miesięcy, mówią, 4.4040, mówią...
... i chyba tylko kredytobiorcy w ojro pamiętają, że dwa i pół roku temu ojro było po 4.20. Wzrost gospodarczy jak jasna cholera, w sam raz dla elektoratu PO czy, jak to pisze prof. Rybiński, dla zjadaczy chleba z mrożonego ciasta. No ale każdy ma dobre niusy na miarę własnych możliwości.
Edit: ROTFLMAO, otwieram money.pl, a tam zdjęcie "protestu organizacji lewicowej przed siedzibą S&P". Protesty przeciwko przemocy już się odbywają, teraz widać w modzie protesty przeciwko biedzie... jeszcze kilka lat publicznego szkolnictwa demokratycznego i lewica zacznie organizować protesty przeciwko grypie. Albo przeciwko starzeniu się.
11 stycznia 2012, 14:25:06
Powiem tak: wydawało mi się, że z racji usieciowienia jestem z grubsza na bieżąco z większością fascynacji dziwnych i chorych bardziej lub mniej. Do tzw. sprzedchwili, gdy natknąłem się na Forum Wirtualnego Lotnictwa i zobaczyłem zdjęcia autorstwa ludzi, którzy w swoich pokoikach z wielkiej płyty montują sobie kabiny Boeingów. Chwilowo nie mam nic więcej do dodania, dziękuję za uwagę. Y., czy chciałbyś coś powiedzieć? :)
03 stycznia 2012, 23:13:32
Projekt [rozporządzenia do ustawy o kierujących pojazdami - przyp. torero] przeczytałem z zaciekawieniem. Im więcej czytałem, tym bardziej mnie on zaciekawiał. Miałem bowiem wrażenie, że czytam oryginalny dokument z czasów dwudziestolecia międzywojennego. Regulacja gaźnika, bębna hamulca, obsługa prądnicy (!) zmiana opony, to tylko niektóre elementy szkolenia przewidywane dla przyszłych motocyklistów. [Źródło]
Powyższe to wyimek z opinii Lecha Potyńskiego, rednacza "Świata Motocykli", na temat proponowanego rozporządzenia do ustawy o kierujących pojazdami, szykowanego nam przez resort infrastruktury pod światłym przewodnictwem Platformy Obywatelskiej. Koniecznie przeczytajcie całość, tylko wprzódy
Oczywiście notka i punkt pierwszy są przeznaczenia ogólnego, punkt drugi przeznaczenia szczególnego.
03 stycznia 2012, 17:13:41
Mój syn miał wtedy 9 lat i zawsze rwał się, aby zrobić coś samodzielnie w prawdziwym świecie. Od dłuższego czasu zamęczał mnie i męża, żeby zabrać go w jakieś miejsce w mieście [Nowym Jorku - przyp. torero] i pozwolić samemu wrócić do domu. Doszliśmy do wniosku, że skoro jest obyty z metrem, bo często jeździmy nim razem i mówi po angielsku, to nie ma powodu mu tego zabraniać. Któregoś dnia wybraliśmy się do centrum handlowego Bloomingdale. Dałam synowi kartę komunikacji miejskiej, oraz 20 dolarów i mapę na wszelki wypadek. (...) Prowadzący jednej ze stacji radiowych zadał publicznie pytanie: Dlaczego pozwoliłam swojemu dziecku na jeden dzień zabawy, wiedząc, że przypuszczalnie pod koniec tego dnia zostanie ono zgwałcone i zamordowane. ["Nieodpowiedzialne, niedołężne i głupie"]
Mocne, choć jakby coraz mniej. Zachodnie wzory nadchodzą pełną parą, a zachodnie fobie razem z nimi.
02 stycznia 2012, 10:34:03
Zaiste dziwne rzeczy dzieją się na tym blogasku. Nie tak dawno broniłem tutaj demokracji przed demokratami, a zaraz prawdopodobnie przyjdzie mi bronić świeckiej koncepcji państwa przed Kółkiem Ateistycznym...
Ksiądz Boniecki. I wszystko jasne. Szlaban medialny od ks. marianów za wypowiedzi rednacza "Obłudnika Powszechnego" niezgodne ze stanowiskiem zakonu [note to self, na wypadek, gdybym wrócił do tego za czas długi i znów nie wiedział, o co kaman]. Tabuny młodych, wykształconych, z wielkich ośrodków miejskich, co to są twardo przeciw klerykalizacji, bo personel naziemny rozbija się maybachami, z sześćdziesięcioletnich gospodyń parafialnych robi sobie kochanki, a mi nie chce się wstawać na dziesiątą na religię w moim gimnazjum i koledzy od batelfilda trójki mają ze mnie szyderę, nagle otwierają się na społeczną naukę Kościoła ojca dyrektora Sowy i prymasa Hołowni i pragną głos tego Kościoła słyszeć częściej, głośniej i intensywniej. Nagle ojcowie marianie, chcący, żeby Kościół mięszał się do polityki nieco mniej [no dobra, nie cały Kościół i homeopatycznie mniej, ale zawszeć] urastają do roli zamordystów, tłamsicieli wolności słowa i ogólnie - nomen omen - czarnej owcy.
Napisać, że nie pojmuję, to nadużycie semantyczne. Pojmuję, i to doskonale. Ale niesmak pozostał.
30 grudnia 2011, 17:00:47
Nowe życie zaczęło się przy ulicznej reklamie biletów lotniczych. Kupił bilet do Indii. Żonie powiedział, że jedzie na kilka dni w góry, przemyśleć parę spraw, nabrać energii, odpocząć. Spakował bochenek chleba, jedną konserwę, kilka zupek w proszku i poleciał do Delhi. (...) Kilka dni zajęło mu oswajanie się z Indiami. Dopiero potem zadzwonił do żony. Nie uwierzyła. Myślała, że pije, gdzieś z kumplami w gołębniku. Najpierw groziła, potem prosiła, tłumaczyła, żeby nie pił, bo przecież bierze lekarstwa. Dopiero, kiedy w słuchawce usłyszała jakiegoś Hindusa, którego Mietek zaciągnął do telefonicznej budki i kazał mówić, dała wiarę mężowi.
- Jezus Maria – zalamentowała do słuchawki. Mietka zobaczyła dopiero za pół roku. [Źródło]
Fragment historii Mieczysława Bieńka. A Ty dalej boisz się zmienić pracę.
28 grudnia 2011, 02:13:52
Według aktu oskarżenia, Stanisław G. nawiązywał kontakty telefoniczne z kobietami, które poprzez ogłoszenia w gazecie telewizyjnej i prasie lokalnej poszukiwały pomocy finansowej lub pracy. Oferował pomoc i prosił o dane osobowe do sporządzenia umowy. Zabezpieczeniem spłaty miały być nagie zdjęcia, wysłane mu telefonem komórkowym. Zdjęcia miały być skasowane w momencie spłaty pożyczki.
Oskarżony podawał, że jest bardzo dobrym człowiekiem, który wiele razy w przeszłości bezinteresownie pomagał innym ludziom. Pomocy jednak nie udzielał, domagając się kolejnych zdjęć. Kobiety, które chciały zerwać korespondencję straszył, że ich zdjęcia opublikuje w internecie i o wszystkim powiadomi rodzinę. Jego żądania eskalowały, domagał się zdjęć z czynnościami seksualnymi, w tym również z udziałem dzieci i zwierząt, oraz pieniędzy. [źródło]
Pomijając już wszystko inne... jakim zboczeńcem trzeba być, żeby domagać się zdjęć z czynnościami seksualnymi z udziałem pieniędzy?
Nie, to nie jest Nowy Pompon.
26 grudnia 2011, 20:54:27
Te źródła żydowskie, to pewnie Flawiusz (mam nadzieję, że nie przekręciłem imienia). Dziś jednak wiemy, że jego tekst o Jezusie został... sfałszowany, gdzieś w Średniowieczu.
Pomiot liryczny w tym króciutkim wyimku prezentuje nam "core" gimnazjalnego ateizmu. Pisze cokolwiek, elementarnych rzeczy nie sprawdzi, ma nadzieję, że imienia nie przekręcił, ale generalnie i zasadniczo jest przeciw. Źródła nie podam, bo po pierwsze sami zaraz je zapewne podacie, a po drugie ktoś tu psiamać musi stać na straży poziomu, mharharharhar.
21 grudnia 2011, 19:09:21
Mainstreamowo...
... i mainstreamowo inaczej.
Idźcie i wykopujcie Już wykopano z innego linka.
19 grudnia 2011, 19:41:08
Właściciel strzelnicy zapytał czy ktoś planuje strzelać, ale został zignorowany. Toczyły się tu poważne interesy, nie na poziomie jakiejś zasranej strzelnicy.
"Strzelnica" pióra klawiatury Piotra Smolańskiego, tekst zdobywający sobie powoli miano za przeproszeniem kultowego. Tu, o. Polecam z całych sił, prawie popłakałem się ze śmiechu - szczególnie w kontekście użytego dzisiaj tutaj argumentu, że "jak się nie zrzucimy, to za chwilę może nie być z czego się zrzucać".
16 grudnia 2011, 22:10:13
"Kotwica Leppera dla eurolandu". Tu, o.
Śp. Endrju w ogóle miał pecha. Gdy pisał o talibach w Klewkach, mainstream prześcigał się w celniejszych epitetach, a o podjęciu śledztwa nikt ani nie pomyślał. Ale gdy UE & Co. doniosła zasugerowała istnienie czarnej wołgi transportowców do tajnych polskich więzień CIA, śledztwo poprowadzono z klęczek, zupełnie jak wspomnianą kotwicę.
Swoją drogą ciekawe, ilu PT Komentatorów z poprzedniego akapitu ogarnie tylko tyle, że wypomni mi porównanie prawdopodobnych faktów do oszołomskich teorii spiskowych...
14 grudnia 2011, 12:13:02
BUM! Takim dźwiękiem zaanonsowało się w tyłku mojej reni chamowate dziewczę blond w audi, nie trzymające dystansu. Nie stało się nic [poza ciężkim stresem Forków], co było widać od razu. - Gdzie hamujesz na pomarańczowym, nie widzisz, jak ślisko! - wyleciała i od razu rozdarła się na pół osiedla. - Nie piliśmy razem wódki - odparłem grzecznie, co dało mi czas do ochłonięcia [zresztą nie pierwszy raz], ją wprawiło w stupor [pomogło, dwie minuty później zaczęła to samo, tylko przez "Pan"], a przydrożnemu żulikowi w kolorach jaskrawych, zjawiającemu się Deus ex machina, dało sposobność do wygłoszenia tyrady na temat jej ubogiego życia intymnego, w której roiło się od mowy kloacznej i terminologii drzewno - tartacznej. Nie to, żem jakiś specjalny, wyluzowany kwiat lotosu na niezmąconej tafli jeziora, po prostu na widok niczego nierozbitego nie chciało mi się babie bez porannej kawusi nawet sprzedawać o poranku żadnego wulgaryzmu. Nic się nie stało, ani draśnięcia [przynajmniej takiego, które byłbym w stanie zauważyć], rozjechaliśmy się w swoje strony, ale taki niesmak pozostał.
* * *
Cztery strzały znikąd i dwa kilometry później - jakiś biedak na warszawskich numerach częściowo stanął na przejściu. Shit happens, choć to przecież nie kryminał. Krwi nie dostrzegłem, dostrzegłem natomiast brodacza z dwoma dupelkami, wymachującego kończynami i ogólnie robiącego wbrew. Facet w SUVie tylko podniósł przepraszająco ręce do góry i widziałem, że tylko mruczy coś pojednawczo, próbując się uśmiechnąć. I znów Deus ex machina zjawiła się jakaś babka, jakiś dziad wrócił się parę metrów z chodnika i samotrzeć razem z psiarzem dalej awanturować się z warszawiakiem. Tamten dalej się uśmiechał przepraszająco i trzymał ręce w adekwatnym geście, ale gdy tramwaj odjeżdżał widziałem, że cierpliwość mu się kończyła.
* * *
Repatriant. Z kraju, gdzie - jak donoszą cesarscy szpiedzy - biznesu nie da się już robić, i gdzie albo zapisujesz się do świń, albo giń, dużo dosłowniej niż tutaj. Powodów do stresu jest pewnie obiektywnie znacznie więcej - tym bardziej, że i jego polski póki co kulawy siakiś, więc communication breakdown się zdarza się. A on nic. Przeprasza, że żyje i że zabiera cenny czas, trzyma uśmiech, pełen wiary jest, alleluja i do przodu. Nie przesiąkł jeszcze widać polskojęzycznymi mediami? Nie pracuje na etat? Nie wpadł jeszcze w dołujące środowisko?
Wewnętrzna siła i niezłomna pogoda ducha u kresowiaków to nie kalka filmowa [z "Klanu"?...]. To widać, słychać i czuć. W książkach, we wspomnieniach, w twarzach, w podejściu do życia. Brakuje widać jakiejś zmiennej, skoro nie stali się jeszcze tacy, jak my - mali, smutni, zarozumiali.
* * *
Wyrzuć telewizor w cholerę, powiadam. Zmień robotę, zmień przyjaciół, zacznij ubierać się w jaśniejszych kolorach, jeśli zaczniesz dostrzegać, że coś jest nie halo. Zanim zaczniesz drzeć się na przyjezdnych czy krzykiem próbując bezzasadnie przykrywać swoją nieudolność. Szkoda Twojego życia, szkoda Twojej energii, szkoda Twoich nerwów, szkoda Twojego czasu - i szkoda też tego wszystkiego [a może przede wszystkim, jeśli jeszcze do tego nie doszedłeś] u ludzi, na których się wyżywasz się. Alleluja i do przodu, powiadam.
11 grudnia 2011, 13:44:55
Choć może niektórych tym urażę... nie wierzę, że wszyscy znacie obce języki tak doskonale, że obcojęzyczne teksty w necie - nawet fachowe - wciągacie nosem, znając wszystkie słówka.
No właśnie. Nieznane słówka można sprawdzić w słowniku... i co dalej? Macie jakąś metodę na utrwalenie tego? Jakieś fiszki, zeszyt, jakieś aplikacje? Może kładziecie na to lagę i przy kolejnym pojawieniu się tego słowa sprawdzacie je ponownie? A może okaże się, że ze wszystkich zainteresowanych tylko ja muszę mieć do tego jakąś specjalną metodę, bo wszystkim innym wystarczy jednorazowe sprawdzenie i już pamiętają je do końca życia? Trudno... zaryzykuję :)
07 grudnia 2011, 11:00:16
Jeśli nie układa mi się życie z drugim człowiekiem, mogę [w sensie technicznym; etykę chwilowo odłóżmy na bok] odejść, wystarczy do innego mieszkania w tym samym mieście.
Jeśli z jakichś względów nie układa mi się życie w jakimś państwie, zawsze mogę spróbować szczęścia w innym. Do niedawna zresztą pokrywało się to również z opuszczeniem piaskownicy, w której bawiło się kilka państw naraz.
* * *
Jak daleko trzeba będzie spieprzać, jeśli Wasza wyśniona UE okaże się jednak nie całkiem halo?...
I dokąd pójdziemy, gdy nie całkiem będzie podobał nam się rząd światowy, którego przecież federacyjna UE jest etapem [vide teoria konwergencji]?
A może z jakichś nieogarnialnych dla mnie względów jesteście przekonani, że na końcu naszej świetlanej drogi [hm... świetlistego szlaku?...] czeka nas wyłącznie samo dobro?...
06 grudnia 2011, 20:13:52
Jak uniżenie donosi modny ostatnio na różnych spiskowych blogach ZeroHedge,
Why bother with the one true barbarous relic - democracy - when good ole' fascism will suffice. As The Telegraph's Bruno Waterfield reports, "EU to avoid any votes - parliamentary or popular on treaty change - via obscure Lisbon Treaty 'passerelle' clause, Art. 126 (14) via protocol 12. "This decision does not require ratification at national level. This procedure could therefore lead to rapid and significant changes," says confidential Van Rompuy text. Funnily enough, only Britain will have to have a parliamentary vote under the Tories recent Sovereignty Act even though it is eurozone only changes." And that is how a bunch of corrupt kleptocratic incompetent eurocrats usurp all power in a regime now entirely controlled by Goldman Sachs. Unless, of course, the UK once again stops the insurgent takeover of the insolvent continent by the squid.
Bezczelnie zerżnąłem całą notkę, ale i tak macie motywację, żeby zajrzeć do oryginału... fajny obrazek. Indżoj.
05 grudnia 2011, 19:07:26
Powrót do walut narodowych - to pomysł PSL na kryzys w strefie euro. "Może warto nadać euro charakter waluty rozliczeniowej w całej UE" - mówi szef PSL Waldemar Pawlak na kilka dni przed szczytem Unii. Politycy PO są zaskoczeni. [źródło]
Ot, dobrali się w korcu maku. Wicepremier na emigracji wewnętrznej, któremu spójność przekazu na zewnątrz nie spędza ani na moment snu z powiek, z bandą przyssaną do koryta tak immanentnie, że nawet takie bzdury [oczywista tylko z punktu widzenia sensowności "mówienia jednym głosem"] nie przeszkadzają jej w trwaniu w koalicji z kimś stawianym jako antyteza [rotfl] pisowskich przystawek. Poparcie dla koalicji osiągnęło alef 3.
01 grudnia 2011, 11:10:54
Wyjątkowo bez komentarza, zarezerwujcie sobie tylko 6 minut. W pełni zautomatyzowana, bezobsługowa fabryka samochodów z klocków Lego.
30 listopada 2011, 13:26:58
Powiedz, że jestem wstrętny, brzydko się wyrażam, że czuć mi z ust, że nie podoba ci się kolor moich ścian, że inni są tańsi, że jestem dyletantem i w ogóle wybierasz innego.
Powiedz mi to w oczy albo przez komórkę. Czysty biznes, karma, zniesę to. Ale nie zniesę ustawicznego wydzwaniania do ciebie, wysłuchiwania w odpowiedzi "Ależ oczywiście, jesteśmy zdecydowani, odezwiemy się w przyszłym tygodniu", pierdyliona telefonów bez odebrania i dwóch pierdylionów nieustających deklaracji o chęci współpracy bez pokrycia*. Jeśli naprawdę szanujesz drugiego człowieka, po prostu powiedz, że wybraliście inną ofertę i nie każ mi do bólu w uszach powtarzać schematów piarowych, każących mi co jakiś czas "podtrzymywać kontakt". Umiem żyć z twoim "nie", naprawdę. A tak - tracisz swój czas i moje nerwy. Choć prawdę mówiąc czniam Twój czas.
* * *
Pieprzony CK Grajdoł. Tutejsze stężenie obezjajców naprawdę przekracza moje limity percepcji i odporności. Fpisujcie miasta kture popierajom.
- - -
* Jak powiedziała pewna prostytutka, "nic ode mnie nie chciał i pewnie dlatego dał mi czek bez pokrycia".
29 listopada 2011, 10:21:38
Swego czasu gdzieś zaćwierkały wróbelki, że wiele matek zdecydowanie zdecydowanych na zabicie dziecka nagle zmieniało w ostatniej chwili zdanie, gdy przed samą operacją pokazywano im ruchy dziecka na USG.
* * *
I myślę sobie, że gdyby zamiast "UE" zacząć mówić "Unia Niemiecka", ewentualnie po prostu "IV Rzesza" [są oczywiście twierdzący, że inne prowincje również mają coś do powiedzenia... oczywiście szanujemy ich]... ze stabilności oceny i postrzegania rzeczywistości zostałoby u wielu pewnie tyle, co w pierwszym przypadku.
* * *
PS. Pomysł na notkę powstał paręnaście dni temu, częściowa zbieżność jej treści z najnowszymi ekscesami Sikorskiego jest czysto przypadkowa.
27 listopada 2011, 22:14:40
za Uniwersytet Ekonomiczny. Link za komentarzem na Niebezpieczniku. Mówcie mi dalej, że dobieranie studentów z lewej strony krzywej dzwonowej rozkładu IQ w imię jakichś współczynników wykształcenia czy w imię wyrwania kogokolwiek z defaultowej [dla tej części krzywej dzwonowej rozkładu IQ] roli społecznej jest dobre i piękne.
26 listopada 2011, 23:17:01
Zaraza z tym angielskim na ZeroHedge, pokręcone słownictwo goni ciężką tematykę. Zrozumiałem z tego niusa tylko tyle, że społeczeństwa zachodnie cierpliwie wyczekują rychłego rozwiązania przejściowych problemów płynnościowych i z radością czekają na nowych członków strefy euro. Ale mój angielski nie jest rewelacyjny, sami doczytacie pewnie więcej.
25 listopada 2011, 14:29:27
- Synu, chyba wpadłeś w złe towarzystwo...
- Nie, tato, ja je założyłem.
* * *
Z podanego ciągu wyrazów usuńcie zbędny:
Putin, Miedwiediew, Wysocki
I co, uznaliście Wysockiego za zbędnego a Putina i Miedwiediewa za niezbędnych, tak?!
* * *
Głęboko wierzę, że szereg reform zainicjowanych przez Platformę Obywatelską odniesie skutek. I dlatego będę się tym reformom zdecydowanie sprzeciwiał.
* * *
Roman Giertych został twarzą firmy Ferrari.
24 listopada 2011, 21:00:01
Dałem do naprawy Renię. Pomiędzy innymi felerami losowo przestawała trąbić. Panowie z warsztatu wzięli ją do środka i stwierdzili, że pipczy, więc odstawili ją na pole [sic!], a ona... przestała pipczeć. Panowie sprawdzili zwijacz [czy jak się to nazywa], elektrykę, kable, styki i wszystko inne, co przyszło im do głowy, klakson dalej nie działał. W ciężkiej desperacji wymienili sam klakson... i Renia odzyskała swój sygnał dźwiękowy. Unfuckingbelievable, rzekłbym.
* * *
Narzekacie, że na blogach brakuje gotowych pomysłów na biznes? Voila. Zróbcie dokumentację, zlećcie w Chinach i sprowadzajcie kompletny wlot powietrza do meganki. Plastikowy wytłok na skrzynkę, ze 30cm rury dostarczającej powietrze [filc? na drucianym szkielecie] i jeszcze prostszy chwytak rury z drugiej strony instalacji, materiał nie powinien kosztować imrho ponad 10-20pln. W detalu - sądząc po cenach zbliżonych skomplikowaniem i materiałem wynalazków w Castoramie. Oryginał Renault > 500 zł, jakiś nieuchwytny zamiennik - 120 pln, a mimo bandyckich cen - idą jak woda, bo psują się często. Na szczęście z pomocą mechanika z ludzkimi odruchami odkryłem jakiś czas temu taśmę izolacyjną...
UPDATE: oho, zdrożało. Standardowa praktyka #1: zmienili numery części, a za tym poszła podwyżka, że niby nikt się nie zorientuje. 580. Teraz nie macie już wymówki, żeby nie otwierać własnego biznesu.
22 listopada 2011, 22:34:18
Pod tym mało [na razie] znaczącym skrótem kryje się potężna w przyszłości polska siła polityczna. Aryjsko - Słowiańska Obrona Narodu.
Dwóch panów w ortalionach rozłożyło stolik na Szewskiej, z wymaganego dla ubiegania się o rejestrację? o przydział lokalu? dla tej nowopowstającej partii tysiąca podpisów udało im się zebrać już ok. 150. Plus mój - ale o tem potem. Partia, co trzeba przyznać, rozwija się w tempie błyskawicznym; jeszcze w zeszłym tygodniu program mieli wypisany pismem ręcznym [wcale zgrabnym, trzeba przyznać], dzisiaj program dorobił się już zafoliowania i wydruku komputerowego.
Gdybym miał najkrócej określić ich program, jest to postulat jak najszybszego wyjścia z UE [co ogarniam i czemu przyklaskuję], bezwarunkowy mariaż i odwołania do Piłsudskiego i Dmowskiego jednocześnie [co ogarniam już nieco gorzej], a to wszystko mocno podlane sosem niuejdżowym [czego nie ogarniam już zupełnie] i doprawione wisienką na torcie w postaci przymiotnika "aryjski" w nazwie. Na moje zwerbalizowane zdziwienie Ojcowie Założyciele uprzejmie wyjaśnili mi, że "aryjski" wbrew pozorom nie oznaczało pierwotnie "niemiecki", tylko sumeryjsko - jakiśtam, w każdym razie starożytny. Dalsze indagowanie Ojców Założycieli, co Sumerowie mieli wspólnego z Piłsudskim czy Dmowskim, pozostało bez wyjaśnienia [bo za takowe trudno uznać opowieści o "Myślach nowoczesnego Polaka" czy o wojnie prewencyjnej z Sowietami], a nawet mogło się przyczynić do znaczącego, wzajemnego podszczypywania się Ojców na widok Waszego uniżonego narratora, powracającego z Rynku. I nie wiem tylko, czy owe podszczypywanie spowodowane zostało moją uprzednią dociekliwością, czy moim nowym emploi - długi, czarny płaszcz i takiż kapelusz czynią mnie ostatnio archetypem żydowskiego prowokatora, co bywa nawet zabawne tym bardziej, że niektórzy znajomi swoje joncle nieudolnie maskują uśmiechami pełnymi życzliwości dla mojej rzekomej elegancji. Mściwy nie jestem, poparcie podpisałem, trzeba popierać aktywizację zawodową i oddolne ruchy obywatelskie.
Choć wcale nie jestem pewien, czy w tym kapeluszu nie jestem jednak bardziej podobny do amisza.
14 listopada 2011, 11:38:58
Wskutek pewnego zbiegu okoliczności mam do rozdania za darmo pełną licencję Viiry, świetnego pakietu do GTD, pierwotnie opracowanego dla blackberry, ale aktualnie działającego również pod Androidem.
Detaliczna cena pakietu to 30 dolarów, dzisiaj torero daje Wam jedną licencję zupełnie za darmo, zupełnie bez zobowiązań, bez żadnych ukrytych opłat i niezobowiązującą absolutnie do niczego. Aby załapać się na tę pełną wersję, należy:
Do rozdania mam całą jedną licencję. Zastrzegam sobie prawo do arbitralnego wyboru licencjobiorcy. Kartamobile.com udostępnia wersję demo [ograniczenie 14dniowe + ograniczenie ilości zadań, projektów i kontekstów], można więc pobrać i przetestować tym bardziej, że licencjobiorcę - jeśli ktokolwiek w ogóle będzie zainteresowany - wybiorę pod koniec tygodnia albo i później.
Sam program to kanoniczna implementacja panaallenowego GTD [projekty, konteksty, inbox, tworzenie zadań z wiadomości i maili oraz liczenie całek oznaczonych] i narzędzie, bez którego nie wyobrażam sobie funkcjonowania od momentu, kiedy moja e71 odeszła do Krainy Wiecznego Upgrade'u, polecam z całych sił. Występuje w dwóch smakach [Viira solo oraz Viira Outlook Suite aka VOS - do rozdania mam tylko licencję na pierwszy smak]. Może nawet kiedyś go tutaj opiszę... buahahahaha.
08 listopada 2011, 23:18:00
"Imperatorowa i państwa ościenne przywrócą spokojność obywatelom naszym..."
08 listopada 2011, 11:22:51
Przed momentem przypomniałem sobie, że z poprzedniego wpisu uciekła mi rzecz, dla której w zasadzie chciałem go popełnić. Myślę, że dla wszystkich będzie lepiej, jeśli finalne nieumieszczenie jej wytłumaczymy sobie razem moją niechęcią do tworzenia oberdługich wpisów, skleroza byłaby dla mnie wytłumaczeniem nieco obelżywym.
Otóż parę dni temu natknąłem się byłem na moje stare, za przeproszeniem, wiersze i piosenki. Za[d]rżałem. Formalnie i estetycznie to porażka, więc nie liczcie na wrzuty, idzie o coś innego.
Treść. Dacie wiarę, że Wasz uniżony narrator kleił mowę wiązaną o tolerancji, prawach człowieka i demokracji? Poważnie, pisałem wiersze na temat niezrozumienia wobec myślących inaczej [pun intended], lecących kamieniach i takich tam. Zatrważające, ale - jak widać - wyszedłem w końcu na ludzi.
Tę ekshibicjonistyczną mininotkę popełniam dlatego, że pogoda przyjemna, więc i w neta należałoby wlać nieco optymizmu. Jeśli więc na swojej drodze w necie bądź realu spotkacie ....., ..... bądź ........, nie porzucajcie nadziei - wspomnijcie mój przykład, uśmiechnijcie się do syna marnotrawnego, wytłumaczcie mu jego błędy, a za paręnaście lat ziarno rzucone dzisiaj na żyzną glebę przyniesie plon stokrotny. Howgh!
07 listopada 2011, 21:10:27
Ścinki coraz rzadsze, znaczy moja natura staje się coraz bardziej uporządkowana. Pfrrrhahahahaha!...
* * *
Przeczytani wreszcie "Nędznicy". Uch. Książka wspaniała - choć gdybym przedzierał się przez nią parę miesięcy - shame on me! - jakieś parę lat temu, zestawienie jej oceny i czasu lektury stanowiłoby niepogadzalną sprzeczność wewnętrzną. Pisałem już, że się starzeję się?
Książkę należy czytać z kluczem. Hadko howoryty, ale klucz polega na zastosowaniu wobec niektórych a sporych fragmentów powieści metody [nie mojej] wczesnoszkolnej, stosowanej wobec opisów przyrody. Delikatnie pomijamy, nie czyniąc sobie z tego powodu żadnych wyrzutów; kto przebrnął, ten wie, o czym mówię. Dla reszty wyjaśnienie: książka zawiera kilka, ale za to parudziesięciostronicowych [sic!] dygresji - dygresji wg mnie, wg oficjalnych interpretacji to właśnie wątek stanowi jedynie tło dla opisu Francji czasów rewolucji i porewolucyjnych. Pół biedy zresztą, kiedy owe perory dotyczą np. Waterloo czy [kolejnych] rewolucji, w tych przypadkach owe kilkudziesięciostronicowe passusy można czytać "for educational purposes". Ale umieszczona w drugiej części fascynująca opowieść [jak najbardziej współgrająca z akcją] o historii powstawania paryskich kanałów ściekowych? I tak przez parędziesiąt minut lektury? Dla kogoś, kto w Paryżu był cały jeden raz, nie znając języka, a kulturę tak o, i dla kogo topografie miejscówek zajedno mogłyby opisywać np. Londyn? Litości, panie Hugo...
Wyjaśniwszy sobie techniczne przygotowania do lektury, skupić się można wreszcie na książce per se. A jest ona doskonała. Ponapoleońska Francja, brud, smród, ubóstwo, krzaki i wilkołaki. W jakimś [memoria fragilis est...] miasteczku zjawia się biskup, personifikujący ewangeliczne ubóstwo i miłość bliźniego. Któregoś dnia na plebanii zjawia się zbiegły galernik, Jan Valjean, w zamiarach niedwuznacznie dobrych inaczej...
Jak wspomniałem, książka jest doskonała. I może nawet w moim homeopatycznym oglądaniu TV tego oglądania jest za dużo, może widzenie świata, z którym polemizuję, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością [podobnie jak feministyczna opozycja wobec masowej - ich zdaniem - dominacji Panów i Władców w domu i zagrodzie, połączonej z takoż masowym dialogiem za pomocą sznura od żelazka i traktowaniem płci pięknej nieledwie niewolniczo], ale książkę ukochałem za pokazanie niezmienności natury ludzkiej i onelinerowe jej diagnozy, funkcjonujące na zasadzie rodzynek w smakowitym cieście. Bo - jak wspomniałem - wizja, z którą polemizuję, zakłada nieustający marsz ludzkości ku lepszemu. A Hugo pokazuje, że nie tylko war never changes, ale ludzie either. Kanalie pozostaną kanaliami, świat nie jest zepsuty do końca, ludzie zawsze będą lecieć na lep idei, mądrych lub mniej mądrych, a ojcowie się starzeją i kiedyś przestaną być całym światem dla swoich córek. Wamać, tego no... nieważne. No i wszędzie zdarzają się wyjątki. Piękny, naprawdę piękny opis natury ludzkiej, czasów, które jak uczy wieszcz, są zawsze przejściowe, przekroju społecznego... mogę tak długo, ale sięgnijcie po tę książkę sami, pamiętajcie tylko o przydługich passusach. Polecam ją przede wszystkim Y., który sam mi ją zarekomendował, a potem nie skończył, dzieląc notabene los innych moich znajomych, którzy mają ją na liście todo od czasów licealnych, sami będąc dawno po studiach :)
* * *
Obejrzany panacarpenterowy "Oddział". Poza arcyzjawiskową Amber Heard - nieszczególny siakiś.
* * *
Po "Nędznikach" z radością stanąłem przed półeczką z książkami, gdzie licznik niedoczytanych pokazuje już jakoś grubo ponad 50. Stanąłem, po czym wybrałem zaczytaną już chyba wielokrotnie panagrzędowiczową "Księgę jesiennych demonów". Czysta przyjemność, czysta rewelacja. Nawet, jeśli bohaterowie podczytują w tle "Gazetę Wyborczą".
* * *
Obejrzane "Łowca jeleni" [cicho tam!] i "Liga niezwykłych dżentelmenów". Recenzji pierwszego nie będzie, nie chcąc ubliżać Waszej znajomości klasyki, druga... jest filmem ciekawym, choć z mocno imo zmarnowanym potencjałem. Steampunkowa historia, w której dla ratowania świata spotykają się Sean Connery, Kapitan Nemo, Dorian Gray, niewidzialny człowiek i parę innych indywiduów, zaczyna z wysokiego C, a kończy... może niekoniecznie w rejestrach basowych, ale z pewnością nie jest to tenor. Warto obejrzeć, ale jak dla mnie niedoścignionym mistrzem gatunku pozostaje "Wild Wild West". Choć prawdę rzekłszy niedoścignionym nie z racji poziomu arcydzieła, ile wskutek nieszczególnie starającej się konkurencji.
* * *
Wszystko generalnie niedługo rypnie, aż pójdą drzazgi, czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy. Bez dwóch zdań - nie wiadomo tylko, kiedy i czym to się skończy; czy tylko ten patologiczny system wypieprzy się do góry kołami, czy nocą kolbami w drzwi załomocą; zapewne są twierdzący inaczej... oczywiście szanujemy ich. O Har-Magedonie ćwierkają już wszak nawet nie pojedyncze ptaszęta, ale całe, calusieńkie stada wróbelków [cholerni eurosceptycy z ostatniego linku btw., nie?]. W zasadzie cieszyłoby mnie to... gdyby nie to, że wciąż nie mam Planu. Mniejsza nawet o wiedzę, naprawdę - nie kończyłem MBA, ale nauczyłem się również, że o ile w grę nie wchodzi wiedza wysoce specjalistyczna, całą resztę można ogarnąć, często metodą prób i błędów. Ale moja zasadnicza wada - monstrualna [choć inni i tak mają gorzej] trudność przejścia z planów do działania - pozostaje. I to mnie martwi, bo czasu [i niezwiązanych środków] naprawdę mało...
* * *
Ku mojemu zdumieniu do "przegranych" gier doszedł niedawno [wreszcie]... DIRT. Ani to mój ulubiony gatunek, ani czasu specjalnie nie ma... Gdyby przyjrzeć się bardziej, przyczyn znalazłoby się jednak kilka: żal niewykorzystanej zabawki [niewykorzystanej do końca tak czy śmak... ręczna skrzynia biegów ze sprzęgłem czy pełny obrót są zdecydowanie ponad mój próg podnoszenia komputerowych kwalifikacji zawodowych...], starannie kultywowany kategoryczny imperatyw kończenia rzeczy już rozpoczętych, możliwość odstresowania się czy płynnie zrobiony system możliwości obserwacji swoich postępów - na najwyższym poziomie nie zagrałem co prawda ani razu, ale za to wyścigi nie do przejścia podczas prób po kilkudziesięciu minutach przechodziłem parę oczek wyżej. I nie wiem, co teraz - gier tanich jak barszcz zalega już cała półka, parę wieczorów znów spędzę pewnie na planowaniu średniego okresu.
* * *
Nadmierne teoretyzowanie i niemożność praktycznej realizacji planów zaczyna przybierać formę patologiczno - karykaturalną. Co mogę zrobić, odkładam, jak tylko się da. A co chciałbym zrobić - muszę odkładać ze względu na obecność osób trzecich na mojej ścieżce krytycznej. Ale może to tylko jesień.
* * *
Jaki masz plan na nadchodzące czasy przejściowe?...
07 listopada 2011, 11:19:59
Np. to:
Questionz?
Idźcie i wykopujcie, nasz obywatelski głos w końcu się liczy, prawda?
05 listopada 2011, 21:22:49
Well, zdania są podzielone. Mainstream twierdzi co innego, drugi obieg twierdzi co innego. A Benjamin Disraeli [Żyd, oczywista] twierdził, że światem rządzą osoby zupełnie inne niż te, które uznawane są za rządzące przez ludzi, nie mogących zajrzeć za kulisy.
02 listopada 2011, 10:38:52
Nieznani sprawcy podpalili siedzibę paryskiego dziennika satyrycznego "Charlie Hebdo". Wróbelki ćwierkają tamże, iż może to mieć związek z kpinami z muzułmanów.
Z serdecznymi pozdrowieniami dla rodzimych "racjonalistów", dla których pojęcie faktu, że walka z chrześcijaństwem pod szyldem ateizmu to tylko oczyszczanie przedpola dla podobnych wybryków muzułmańskich w PL, a dla nich samych - stawianie się w roli leninowskich "pożytecznych idiotów", stanowi wciąż mission impossible.
28 października 2011, 12:37:40
Z raportu Checkpoint Systems wynika, że na całym świecie pracownicy są odpowiedzialni za 35 procent strat, a to wyjątkowo groźne zjawisko. Z wyliczeń widać bowiem wyraźnie, że wartość towaru zabranego przez pracowników jest prawie 15 razy większa, niż wtedy gdy kradną klienci.
Klienci sieci handlowych w Polsce należą do najuczciwszych w całej Europie, odpowiadają bowiem tylko za 42,6 procent strat sieci handlowych. To trzeci wynik na kontynencie, uczciwsi są tylko Słowacy i Rosjanie. Ale nasi pracownicy sieci handlowych należą do najbardziej nielojalnych na kontynencie.[źródło]
Parę zdań komentarza:
27 października 2011, 16:28:48
CDN Optima, dzieło znanej zapewne skądinąd firmy Comarch, posiada opcję importu zapisów zewnętrznego rejestru VAT. I to jest dobre. Ów rejestr VAT ma być zapisany w pliku XML. I to jest dobre. Do owego XMLa Comarch udostępnia specyfikację. I to jest dobre. Do owego XMLa powinien przyjść jakiś DTD albo XML Schema. Nie przychodzi. I to jest, o braciaszkowie moi, niedobre. To jest xhejn naprawdę niedobre. Szczególnie, gdy wespół z brakiem owego XML schema przychodzi dokumentacyjny PDF, którego aktualność oficjalnej wersji najładniej możnaby określić mianem "lekko prześmierdnięty".
Byłbym w stanie to zrozumieć, gdyby zaprzestali podawania sprawdzajki ostatnio - koniec końców forsują swoje fakturowanie online i w sumie taki import jest wewnętrzną konkurencją. OK. Ale odkąd sięgam pamięcią, sprawdzajki nie było od początku implementacji XML, czyli od jakichś lekko licząc parunastu lat, czyli od czasów, gdy łącza był w stanie zapchać parudziesięciokilowy jotpeg. I sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, jak mawiał król Dezmod, gdy przyłapali go na oszukiwaniu w karty... Jakiś nieprędki w rozumie Prodżekt Menadżer usłyszał o tym, że XML jest modny i nowoczesny, więc dawaj robimy eksport XMLowy, a potem się pomyśli, jak właściwie można go sensownie wykorzystać? Po prostu korpo, jak widzą to cesarscy szpiedzy? Pokłosie rządów PO, które wygoniły co bardziej zdeterminowanych a łebskich devów pod skrzydła Królowej?...
Powyższe pytania nie byłyby może takie istotne, gdybym całego dnia - poza trollowaniem oczywista - nie spędził, próbując znaleźć błąd importu, który ni stąd, ni zowąd przestał nagle banglać, a miał banglać na przysłowiowe przedwczoraj. W zasadzie powinienem zrzucić to na outsourcera, ale outosurcer poszedł w zaparte i podczas ostatniej, dziesięciomiesięcznej [sic!] wytężonej pracy nad importem nie uznał nawet za stosowne zainstalować sobie wersji demo, obarczając Waszego uniżonego narratora [czyli w pewnym - acz niestety niedostatecznym - stopniu swojego klienta] radosnym brzemieniem odsyłania co jakiś czas doń informacji "nie, xhejn, w dalszym ciągu się nie wczytuje". Nie podejrzewam go więc o nagły przypływ empatii - takowa, jeśliby nadeszła, zjawiłaby się łagodnym przyborem, poziom zagrażający dotychczasowej stabilizacji projektu osiągając prawdopodobnie w okolicach przyszłej Wielkiej Nocy.
Wamać, no.
Pozytywny skutek uboczny: kodząc naprawdę w porywach raz na pół roku, przed chwilą odkryłem właśnie XPath. Ale czad!
24 października 2011, 12:03:35
Nie jestem typem fanatyka porządku, przyznaję, raczej wprost przeciwnie. Ale krew mnie zalewa, gdy widzę odchodzenie od zeszytów. Zaczęło się to chyba na fali jakiegoś chorego umysłu, któremu zeszyty kojarzyły się ze szkolnym drylem, a jako takie stanowiły definicyjny przykład wroga nauki lekkiej, łatwej i przyjemnej. Efekt? Dla dzieci żałosny. Zamiast wszędzie prowadzić zeszyty, co nie tylko systematyzuje tok lekcji, ale i uczy pewnego rodzaju porządku [hahahaha!...], przynosi teraz ze szkoły tony kserówek, walających się po domu w miejscach losowych, zajmujących o wiele więcej miejsca i z utrzymaniem dyscypliny myślowej nie mających nic a nic wspólnego.
Ma to również swoje strony praktyczne. Szybka piłka - z czego łatwiej powtarzać lekcje językowe - z prowadzonego porządnie zeszytu, gdzie przerabiany materiał ma swoje odbicie w zapisie zeszytowym na dwóch w miarę sensownie zapisanych stronach, czy z pięćdziesięciu kartek A4 [zeszyt jest o połowę mniejszy], gdzie na każdej kartce są maks. 3-4 słówka w miejscach dowolnych, a same kartki walają się po całym domu? Chore nawyki są tak zakorzenione, że pomimo [pozornego] wyegzekwowania u nauczycielki gonienia Forka do prowadzenia zapisów w zeszycie i tak widzę tam wciąż jakieś chmurki, strzałki i inne pierdółki. Nie znajduję sensownego uzasadnienia, powiadam, do prowadzenia notatek innych, niż w zwartej, sensownej, uporządkowanej formie.
Zresztą to samo - z sukcesem - zmieniłem u siebie na biurku. Dawniej - góra kartek [wykorzystanych notabene w bardzo małym stopniu, co na to ekonazi?...] i każdorazowe odgrywanie Indy'ego Jonesa przy próbie dokopania się do czegokolwiek. A teraz - zabazgrany moimi kulfonami zeszyt, notatki z każdego spotkania pooddzielane poziomą kreską, żyć nie umierać.
A może o to chodzi? Może bajzel i ogólne "nieskrępowanie", wsparte burdelem stricte edukacyjnym [kultura testów, nauka bezstresowa i takie tam] mają przekładać się na chaos myślowy, niezbędny dla wsobnego chowu ciemnej masy elektoralnej? Twardych dowodów oczywiście brak, ale wcale bym się nie zdziwił, jakby gdyby.
Naprawdę żywię empatię względem biurkowego bajzlu, sam takowy posiadam. Ale kultu karteczek i śmierci zeszytów nie zrozumiem za cholerę.
22 października 2011, 17:01:09
Czescy socjaldemokraci zarzucają premierowi Petrowi Neczasowi działanie na szkodę strefy euro i państwa. Czeska Partia Socjaldemokratyczna jest wraz z komunistami w opozycji. Premier opowiedział się za przeprowadzeniem referendum w sprawie przyjęcia euro. Nie dodał jednak, że czeska konstytucja nie przewiduje instrumentu referendum. Może być ono rozpisane jedynie przez uchwalenie specjalnej uchwały przez parlament, a to zależy od trudnego do osiągnięcia kompromisu polityków. Oświadczenie premiera opozycyjni socjaldemokraci uznali za działanie na szkodę kraju, eurolandu i Unii Europejskiej. Zamiast nieodpowiedzialnych słów o referendum w sprawie przyjęcia euro premier powinien powiedzieć, że Czechy będą gotowe to uczynić w najbliższym możliwym terminie - stwierdzili socjaldemokraci w specjalnym oświadczeniu. Jednocześnie sami uznali, że Czechy będą mogły przyjąć euro najwcześniej 1 stycznia 2015 roku. Do tego czasu - ich zdaniem - powinny zostać rozwiązane problemy strefy euro. [źródło]
Uch, ależ to zabrzmiało. Ale mogą mieć rację, do kroćset, szczególnie w ostatnim zdaniu. Jak wiadomo bowiem, winni całego kryzysu już zostali namierzeni. Są to, excuse le mot, pierdzący w towarzystwie traderzy i agencje ratingowe. Z traderami nie powinno być większego zachodu, a agencjom zabroni się publikacji ratingów i po problemie [pewien kłopocik może stanowić transgraniczny internet, ale jest to drobiażdżek z uwagi na fakt, że niektórzy tutaj przekonująco już nam wyjaśnili, że cenzura internetu jest z definicji niemożliwa]. Prawda, że proste? KISS! Wszystkie nagrody Nobla z ekonomii - do zwrotu i z przeznaczeniem na głodujących bankierów i niedożywionych obrońców uciśnionych, ale już!
A w ramach planu B, gdyby to jednak nie wypaliło, w zastępstwie mamy pogromy. Paragwajsko brzmiące nazwiska paru bankowych VIPów na początek będą jak znalazł.
26 stycznia 2012, 10:46:20
Na ogół nie wklejam tu tego typu cytatów, ale akurat ten jest warty uwiecznienia. I zapamiętania.
Nie wahaj się prosić. Pamiętaj, że dopóki nie poprosisz, odpowiedź zawsze brzmi "nie".
Brian Tracy, "Plan lotu". Może napiszę o niej kiedyś coś więcej [joncl].
25 stycznia 2012, 23:36:55
- Kultowa marka wiejskich prokrastynatorów?
- Mnen [rot13]
24 stycznia 2012, 10:49:06
rafalh: Dzięki determinacji premiera mamy aż 2012 rok. Za PiSu był zaledwie 2006.
17 stycznia 2012, 09:31:20
Rozmawiają Amerykanin i Polak.
Amerykanin:
- U nas w General Motors, żeby zostać kierownikiem zespołu, trzeba skończyć college.
- Phi, u nas w Tychach w Fiacie to nawet sprzątaczki mają wyższe wykształcenie.
EDIT: If people from Poland are called Poles... why aren't people from Holland called Holes?
15 stycznia 2012, 20:13:46
Czytam sobie, jak to policja znów zwróciła się w jakiejśtam sprawie do jasnowidza. I pytanie: uważacie to za stratę czasu, głupotę i zabobon, czy nie? A jeśli nie, to na jakich racjonalnych podstawach [nie mam na myśli efektów, tylko stojące za "geolokacją prekognicyjną" ;) teorie naukowe]? Pytam z ciekawości, zdania nie mam, choć mimowolnym flejmem oczywista również nie pogardzę :P
14 stycznia 2012, 09:50:09
Dedykowany, bo w poprzednim wpisie pojawiły się komcie, że za mało o polityce.
- Mamo, ja się boję, tam w ciemnościach ktoś jest!
- Nie bój się synku, to Tusk, on nic nie zrobi.
12 stycznia 2012, 23:31:53
Gentlemen [bez "Ladies", chociaż pieron tam teraz wie...] - "Syndykat sportowej zbrodni" by Rafał Stec. Mocne, napraaaawdę mocne. Indżoj.
09 stycznia 2012, 11:41:24
Prokuratorzy strzelają, dyrektor kancelarii Tuska i Lepper się wieszają, nawiedzeni wyborcy mordują polityków PIS, a inni zdesperowani podpalają się pod kancelarią premiera. Liczba przestępstw i samobójstw rośnie w szybkim tempie...ale spoko, rządzi przecież partia miłości. Wiem to bo oglądam TVN :)
Znalezione na łonecie.
08 stycznia 2012, 21:09:31
Agencja Standard & Poor's obniżyła rating Węgier ze standard poor do extra poor.
07 stycznia 2012, 22:16:46
iPhone jest jak tryper w kołchodzie. Najpierw ma przewodniczący, potem - cała reszta.
04 stycznia 2012, 18:56:27
Życzeń nie było! To jest nawet lepsze od Poszepszyńskich...
04 stycznia 2012, 05:25:53
Link. Wczesnoporanny, nóżotwierający, samoobjaśniający. Tu, o. Credits to Młynarz.
23 grudnia 2011, 09:43:47
Randomicznie brauzując, trafiłem na Owiec owoce", autora odnotowanej tu niedawno "Strzelnicy". Wychodzi, że kolejny blogasek trza dodać do RSS, ha ha ha ha ha.
20 grudnia 2011, 23:23:03
Wnerwiają mnie dwie grupy ludzi. Mężczyźni i kobiety.